czwartek, 8 kwietnia 2010
Spacer po Vigo... chciałbym w realu
Zobaczcie sami gdzie mieszkałem ;-)
View Larger Map
Patrząc na wprost na 4 piętro (jedno okno całkę zasłonięte, drugie do połowy) możesz sobie wyobrazić jak stoję na balkonie ;-)
Jak odwrócisz się w lewo to pierwsza uliczka prowadzi na przystanek z którego autobusem C15C codziennie (jajaja) jeździłem na uniwerek. Na rogu jest Frutería, w której często wracając do mieszkania kupowało się owoce. Z kolei spoglądając w prawo w oddali widać sklep sieci Froiz (pozdrawiam pana ochroniarza co zamiast bazylii, podał mi pietruszkę ;-) Idąc dalej ulicą w górę dochodzi się do skrzyżowania. Po drodze jeszcze mijamy kilka sklepów i Fruterii.
Z kolei jak odwrócisz się o 180 stopni widać zielone drzwi. Wchodząc w nie i idąc na 2. piętro można wyleczyć sobie zęby u świetnego dentysty...
Mógłbym tak opowiadać jeszcze długo...
Przechadzając się tak zauważyłem, że wciąż remontują duże odcinki ulic. Jeszcze kiedy tam byłem to jeden kawałek kończyli to znowu inny zaczynali. Cóż, może jeszcze w tym roku, może w czerwcu, może w lipcu zajadę do Vigo. Strasznie bym chciał.
Możesz też zacząć wędrówkę od centrum Plaza Espana
czwartek, 25 marca 2010
Woda
Do pisania tego tekstu zasiadłem z główną myślą: globalne ocieplenie. Jednak po napisaniu pierwszego zdania dopadło mnie kilka innych myśli-- ale po kolei.
Ciepło, cieplej...
Globalne ocieplenie, czy jak kto woli zmiany klimatu to problem, którego nie da się zaprzeczyć. Będąc w Kopenhadze poznałem Leah Wickham, młodą dziewczynę z Fidżi. Jest ona członkiem Greenpeac'owego Solar Genraltion. W Kopenhadze, po pierwszym dniu COP15 pojawiła się w większości gazet na całym świecie (ot dla przykładu australijskie theaustralian.com.au. Dlaczego? "Wybuchła płaczem" mówiąc niezwykle emocjonalnie o skutkach globalnego ocieplenia:
"Od dziś za pięćdziesiąt lat, moje dizeic będą tworzyły swoje własne rodziny," powiedziała przez łzy pani Wickham. "To moja nadzieja, że będą wciąż mogły nazwać nasz piękny kraj domem."Jeszcze wtedy nie wiedziałem o co chodzi. To znaczy- miałem nawet okazję przeczytać jej przemówienie w drodze do Bella Center. Ale jak się potem okazało nie czytała z kartki, tylko poszła na żywioł. Taki sam, jakim jest woda. Nie lała bynajmniej wody. W drodze do Warszawy, gdzie dzień później brała udział w jednej z akcji Greenpeacu Polska opowiedziała mi o wszystkim co miała przed oczyma mówiąc to wszystko. A dokładniej: kiedy jeszcze była dzieckiem pamięta, jak na brzegu oceanu stał cmentarz. Nie minęło wiele czasu, a woda zakryła wszystko. Teraz z brzegu widać w oddali nagrobki i krzyże.
"Fifty years from now, my children will be raising their own families," Ms Wickham said through her tears. "It is my hope that they will still be able to call our beautiful island home."
Czy to nie daje do myślenia? Ot może jeden przypadek? Nie. Dlatego dzisiaj postanowiłem napisać, bo oto kolejny przypadek: Disputed Bay of Bengal island 'vanishes' say scientists (Sporna wyspa w Zatoce Bengalskiej "znika" mówią naukowcy). Jak czytamy w tekście wyspa (Indie: New Moore, Bangladesz: South Talpatti), o którą Indie i Bangladesz toczą bój zniknęła pod powierzchnią wody. Co gorsze "pobliskie wyspy mogę też zniknąć jeśli poziom morza podniesie się". Co prawda wspomniana wyspa była niezamieszkała, ale pomyślmy tylko ile jest takich wysp, które są zamieszkałe, na których ludzie zakładają domy, układają sobie życie. Ile jest tych "rajów" dla turystów, gdzie fajnie jest pomoczyć sobie cztery litery za kilka tysięcy złotych czy dolarów i zapomnieć... zapomnieć o tym, żeby wodę zakręcić.
Nie ma wody
No właśnie. To tej wody jest za dużo skoro wszystko zaczyna tonąć, czy za mało, skoro ludzie umierają z pragnienia? I tak i nie. I tu mamy ciastko i je zjedliśmy jednocześnie. Ale nie popijemy. Bo chociaż wody przybywa w oceanach, to pić jej się nie da. Przywołam tutaj liczby z ostatniego National Geographic Magazine, z wydania poświęconego tylko wodzie z okazji Światowego Dnia Wody, który obchodzony jest 22 marca. 97,5% wody na świecie to woda słona (co za tym idzie nie do picia, ale ona też zalewa). 2,5% to świeża woda, ale dwie trzecie z tego to woda zamarznięta. Czyli nie trudno sobie policzyć ile tak na prawdę nadaje się do pica. Od dinozaurów jest to ta sama woda. Ona nie przylatuje z kosmosu, a więc ufoludki nie przywiozą nam nowych zapasów-- więc oszczędzajmy.
Tak więc żywioł, żywiołem. Możemy go załagodzić. Wystarczy kilka prostych nawyków, które pomogą nam, naszej kieszeni (bo woda tania nie jest) i światu.
Zobacz także:
Mały dodatek 9.04.2010: Wizualizacja
czwartek, 4 lutego 2010
365
Rok od momentu kiedy zaczęło się bardzo dużo. Oczywiście nie chodzi mi o pierwszą rocznicę prowadzenia tego bloga, bo prowadzeniem tego nazwać nie można, ale chodzi o powód, dla którego on powstał, czyli
Podróże
Rok temu, dokładnie o 6 rano wyjechałem z Lublina busem, by po 8 godzinach podróży dotrzeć do Wrocławia, a stamtąd: na świat. Tak ogólnie, bo wylot do Barcelony-Girona stał się początkiem wielu podróży, które miały miejsce w 2009 roku.
Zaczęło się od przejazdu samochodem przez całą Hiszpanię, aż do Vigo- szkoda tylko, że nocą więc za wiele nie widziałem. A w samym Vigo, jego okolicach i Portugalii działo się wiele. Właśnie o tym pisałem w poprzednich postach.
W tym szaleństwie...
Obiecywałem już kilka razy, że zasiądę przed komputerem i napiszę co nieco o pobycie w Chinach. No właśnie... ale nie chcę, żeby to było "co nieco", bo lepiej nic niż prawie nic. Kilka razy już nachodziła mnie wena do pisania i wybrania lepszych zdjęć, no ale -- Postaram się do końca miesiąca to zrobić. Jedno, albo drugie. Być może coś w formie fotoreportażu. Może być ciekawe.
To jednak nie koniec. Kilometrów za mało. W Polsce też trochę pojeździłem, ale tak robię co roku. Oczywiście Przystanek Woodstock. Ot tak, żeby odpocząć przed skończeniem licencjata. A termin zbliżał się wielkimi krokami.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni. I tak wzmocniony, obroniony na przełomie listopada i grudnia wyruszyłem jeszcze do Kopenhagi.
I to, by było wszystko. Przynajmniej do końca roku kalendarzowego. Ale jeśli chodzi o te 365 dni od 4.02 do 4.02 to jeszcze dodam wyjazd do Sochaczewa, w tym pierwsze 60 km pociągiem :)
Tego by się nazbierało
Matematykiem nie jestem, a i dokładnie wszystkiego nie pamiętam, więc będzie ogólnie.
W końcu mogę powiedzieć, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy odbyłem dwie ponad 9 godzinne podróże samolotem (Paryż<->Pekin) i pięć 2,5 godzinnych. Wiele jest prawdy w tym, co ktoś kiedyś powiedział (dokładnie nie pamiętam niestety kto), że jeśli chociaż raz przelecisz się samolotem, już zawsze będziesz spoglądać w niebo.
Pociągi. Gigantycznie. Dwa razy po 12 godzin (ponad dwa tysiące kilometrów), plus drobne przejażdżki do/z Kopenhagi z/do Warszawy i na Woodstock (tu też muszę przejechać Polskę wszerz). generalnie mam pociąg do pociągów.
Ok. To nie zatruwam, tylko kończę.
Jedyne czego życzyłbym sobie na ten kolejny rok, to przynajmniej tyle samo kilometrów przejechanych (-lecianych, -płyniętych), co w zeszłym. I przynajmniej tyle samo zwiedzionych miejsc i zdjęć (o nich nie wspominałem, ale liczy się je w kilku tysiącach).
Na koniec polecam nowe dziecko:
niedziela, 27 grudnia 2009
Tryptyk: Globalne Ocieplenie
Każdy myślał, że święta Bożego Narodzenia będą "białe". Nie ma co się dziwić, bo 20 grudnia, nie przesadzę, cały świat przykryty był białym puchem.
Ale co z tego, jak już po czterech, pięciu dniach, czyli w święta śniegu było jak na lekarstwo. Właściwie, to tych lekarstw nie trzeba było nikomu, bo ociepliło się i to bardzo. Są tego też plusy ujemne: wirusy się rozmnożą, i w okresie wczesno-wiosennym będzie choróbsko.
Nie w tym rzecze jednak. Zima to zima, śniegu powinno być pod dostatkiem. A tu co? Dziś 27 grudnia, czyli dokładnie tydzień od momentu, gdy zrobiłem pierwsze zdjęcie. I jaka różnica? Wszystko obróciło się o 180 stopni (heh, niektórzy powiedzieli by, że o 360 ;-)
Śniegu nie ma...
Ot takie małe nawiązanie do Szczytu Klimatycznego i globalnego ocieplenia... tak trzymać, to nasze dzieci będą pytały: "a co to, to białe?" A słowo "śnieg" będzie abstrakcją, tak jak dla niektórych teraz abstrakcją jest pojęcie "globalne ocieplenie klimatu".
wtorek, 24 listopada 2009
COP(15)enhagen
O szczegółach nie piszę, bo szczerze mówiąc sam ich nie znam. W każdym bądź razie będzie tam organizowali międzynarodową ekipą happeningi i stoiska informacyjne.
Tradycyjnie już na stronie umieszczam prognozę pogody dla miejsca do którego jadę (ot chyba raczej egoistyczne- wchodzę na blog by coś napisać i nie muszę szukać prognozy;-) Ale dodałem coś nowego...
Ćwir...
W prawej kolumnie poniżej znajdziecie mojego Twitter'a. Dla niewtajemniczonych, to usługa, dzięki której mogę świergotać (twitter- ang. zaświergotać), czyli wysyłać krótkie informacje (140 znaków). Następnie wszystkie świergotnięcia pojawiają się na mojej stronie. Każdy może je przeczytać, a po zalogowaniu nawet od-świergotać. Tu zapewne będę częściej pisał co u mnie słychać, bo zintegrowałem twittera tak, że mogę przesyłać informacje przez sms- więc wszystko pod ręką.
Jeśli będzie dostęp do internetu i czas, postaram się wrzucać zdjęcia i co nieco pisać. Trzymajcie rękę na pulsie!
Odezwę się na pewno po powrocie- ok 10 grudnia.
Poza tym, dyplom odebrany! Wakacje czas zacząć.
W picassa dodałem kilka nowych zdjęć z moich okolic
| Album: Lubycza |
Chodzi mi też pogłowie pewien projekt odnośnie zdjęć, ale muszę o nim jeszcze pomyśleć dokładniej.
czwartek, 1 października 2009
B.A.
Obrona trwała może niecały kwadrans. Dostałem 3 pytania; dwa z pracy i jedno od recenzenta na temat fonologii. Odpowiedziałem na wszystko. Siedzę. "Dziękujemy"- odezwała się trzecia osoba z komisji. Ja szczerze mówiąc myślałem, że i od niej dostanę pytanie. "No chyba, że chce pan jeszcze pytanie gratis?"- odparła promotorka. Przytaknąłem, ale już zacząłem wstawać z krzesełka i dziękować. I to co wtedy usłyszałem od recenzenta wystarczyło by mi nawet gdyby mieli mnie oblać. "Bardzo podobała mi się Pańska praca. Ciekawy temat, dobrze poprowadzone. Naprawdę dobrze. Gratuluję". I to co się na prawdę liczy to to, że ktoś dostrzegł moją pracę. No może nieskromnie napiszę, że wszyscy, którzy wcześniej czytali te moje farmazony stwierdzili, że to na 'magisterkę' pasuje. I dlatego też musiałem usunąć 6 stron.
Ocena końcowa. Wtedy podali tylko średnią ze studiów, tzn ocenę z dyplomu. Lepiej być nie mogło!
Dzisiaj odebrałem zaświadczenie z dziekanatu. Dyplom dopiero za 30 dni.
Plany? Jeszcze nie wiem.
Nevertheless, I've already completed a Bachelor of Arts in English! The next stop: M.A.
środa, 12 sierpnia 2009
Jakby co...
A w między czasie byłem na Przystanku Woodstock. Nawet nie pytajcie jak było: fenomenalnie. Tam trzeba pojechać by to poczuć.
Aha. Co do samego bloga: pod spodem znajdziecie nową opcję "Zareaguj". Czyli zamiast komentować można kliknąć na jedną z opcji i tak dać swoją opinię na temat postu. Ale komentarze rzecz jasna mile widziane.
Dużo pisać nie będę. Przynajmniej w najbliższym czasie.
Do przeczytania.